W trakcie studiów fascynowała mnie inżynieria genetyczna. Sterowanie skomplikowanymi mechanizmami biologicznymi w skali molekularnej było dla mnie niesamowitym osiągnięciem ludzkiego umysłu. Zastosowanie inżynierii do terapii genowych w leczeniu na dużą skalę było wtedy odległe, ale potencjalnie, modyfikacje genotypu mogłyby leczyć setki nieuleczalnych dziś chorób o podłożu genetycznym.
W 2019 r. przeczytałam o zatwierdzeniu przez FDA Zolgensmy (od Novartis-u) do leczenia rdzeniowego zaniku mięśni u dzieci. Chorobę tę wywołuje uszkodzenie genu SMN-1, a jednorazowe podanie Zolgensmy pozwala na wprowadzenie do organizmu pacjenta poprawnej kopii genu. To cudowny lek dla rodzin dotkniętych tą rzadką, okrutną chorobą. Jednocześnie, Zolgensma pojawiała się w nagłówkach jako “najdroższa terapia świata” – jej koszt to około 2 mln USD. Pomyślałam wtedy: terapie genowe nie mają przyszłości, nie ma możliwości, żeby tak kosztowne terapie były kiedykolwiek refundowane, a ilu pacjentów może byś w stanie opłacić takie leczenie z własnej kieszeni?
Jak sprawa wygląda dzisiaj?
Na początku chciałabym uporządkować informacje i wyjaśnić, na czym polega terapia genowa. Terapia genowa polega na modyfikacji obecnego w komórce materiału genetycznego na różnym poziomie:
- Poprzez wprowadzenie do komórek kopii genu, którego uszkodzenie czy brak wywołuje chorobę w sposób, który nie prowadzi do integracji z oryginalnym DNA biorcy w chromosomach. Dodatkowe DNA funkcjonuje niezależnie, a jego ekspresja prowadzi do produkcji odpowiadającego mu białka w poprawnej formie lub w większej ilości. DNA zostaje wprowadzone za pomocą wektora wirusowego. Obecnie korzysta się głównie z mAAVs (ang. modified Adeno-Associated Viruses) – taki rodzaj wektora zastosowano w przypadku Zolgensmy.
- Poprzez edycję materiału genetycznego biorcy, gdzie obecne w komórce, oryginalne DNA zostaje trwale zmienione. Edycja genów zdaje się oferować najszersze możliwości terapeutyczne. Wielkie nadzieje wiązane były z technologią CRISPR-Cas9. Technologia ta wykorzystuje naturalnie występujący w bakteriach system służący do obrony przed wirusami. Jego składowe, rybonukleaza Cas9 i przewodnie RNA (w zmodyfikowanej wersji) wprowadzają precyzyjne zmiany w docelowym DNA. Za opracowanie tej technologii Jennifer Doudna i Emmanuelle Charpentier zostały uhonorowane Nagrodą Nobla w dziedzinie chemii w 2020 roku. Wykorzystanie CRISR-Cas9 do edycji genów badaczki zademonstrowały w 2012 roku, a już w 2023 FDA zatwierdziło pierwszą terapię opartą o tę technologię – mowa tutaj o Casgevy od Crispr Therapeutics w terapii anemii sierpowatej i beta thalasemi.
- Jako formę terapii genowej można uważać także wyciszenie ekspresji genów za pomocą technologii interferencji RNA. W tym przypadku działamy nie na poziomie DNA, ale RNA. Wykorzystując naturalne zjawisko interferencji, wprowadzamy krótkie fragmenty RNA, które dokleją się do tego już obecnego w komórce, blokując powstawanie z nich białka. Taki efekt nie będzie jednak trwały i w odróżnieniu od dwóch powyższych form, lek będzie musiał być podawany wielokrotnie (w dwóch powyższych przypadkach mówimy o jednorazowej terapii przynoszącej trwały efekt – przynajmniej w teorii).
Dodatkowo terapie genowe możemy podzielić ze względu na miejsce ich przeprowadzenia: in vivo, czyli w organizmie pacjenta oraz ex vivo, czyli poza organizmem. Mowa tu o terapii komórkowej, gdzie komórki pobrane od pacjenta zostają poddane modyfikacjom na zewnątrz, a potem wracają do organizmu “naprawione”.
Zarówno terapie opierające się o wprowadzenie dodatkowego materiału genetycznego, jak i te polegające na edycji genów są rekordowo drogie. Wspomniane Casgevy to koszt ok. 2 mln USD za pacjenta. Glybera, pierwsza terapia genowa oparta o wektor AAV, zatwierdzona do leczenia lipoprotein lipase deficiency w 2012, kosztowała ponad milion USD za pacjenta i została wycofana, po podaniu jedynie 31 pacjentom.
Z czego wynikają ogromne koszty terapii genowych? Po pierwsze, sam proces produkcji wektorów wirusowych jest wymagający i kosztowny. Po drugie, terapia genowa jest z założenia terapią jednokrotnego podania, tak więc jej koszt musi zwrócić się w jednorazowej dawce, a nie w koszcie leku rozłożonym na kilkadziesiąt lat, jak w przypadku chorób przewlekłych. Po trzecie, jest to wciąż nowa technologia, a zatem naukowcy wiele muszą się nauczyć, a projekty które się udają muszą spłacić liczne projekty, które się nie powiodły. Po czwarte, dotychczas zatwierdzone terapie dotyczą chorób rzadkich, a więc populacja pacjentów gotowych zapłacić za lek jest bardzo niewielka. W przypadku Zolgensmy, szacuje się, że jedynie 700 pacjentów kwalifikuje się do terapii.
Niejasną przyszłość terapii genowych odzwierciedla brak entuzjazmu inwestorów. Według raportu banku inwestycyjnego William Blair, w Q2 2025 jedynie 25% inwestorów było zainteresowanych terapią genową, w stosunku do 82% zainteresowanych lekami niskocząsteczkowymi – najbardziej klasycznymi z leków[1]. Brak zainteresowania przekłada się na szybujące w dół wartości spółek, nawet leaderów w obszarze terapii genowych jak Crispr Therapeutics czy Verve Therapeutics). Jednocześnie obserwujemy, że firmy biotechnologiczne zajmujące się terapią genową zamykają się, redukują zatrudnienie, obcinają portfolio projektów.[2]
Mimo nieciekawych perspektyw biznesowych, osiągniecia ostatnich dekad są niezaprzeczalne. Terapia genowa przestała być \technologią eksperymentalną i jest na poważnie używana do tworzenia nowych terapii. Według Citeline, na koniec 2025 było około 3 200 aktywnych badań klinicznych nad tego rodzaju terapiami.[3]
W 2025 świat obiegła pokrzepiająca historia chłopca o pseudonimie KJ, dla którego po raz pierwszy w historii stworzono terapię CRISPR “na żądanie”. KJ przyszedł na świat z rzadką chorobą genetyczną, skutkującą śmiertelnym zaburzeniem metabolicznym. Chłopiec, leczony w Children’s Hospital of Philadelphia, miał szczęście trafić pod opiekę lekarzy Rebecci Ahrens-Nicklas i Kirana Musunuru, którzy dostrzegli w jego przypadku możliwość stworzenia spersonalizowanej terapii genowej. Projekt wymagał współpracy naukowców z kilku instytucji i firm, między innymi z Instytutu Innowacyjnej Genomiki przy Uniwersytecie w Berkley, założonego przez Jennifer Doudna (zdobywczyni Nagrody Nobla za wkład w rozwój technologii CRISPR). Grupa doprowadziła do stworzenia i dopuszczenia przez FDA personalizowanej terapii w rekordowym czasie – chłopiec otrzymał lek w wieku 6 miesięcy, a pierwsze wyniki są zachęcające. [4]
Nadzieja na szersze zastosowanie terapii genowych leży w dalszym postępie technologicznym, który pozwoliłby na tańszy proces produkcyjny oraz na zastosowaniu tego podejścia w leczeniu chorób, dotykających większą populację pacjentów, tak aby niższe ceny jednostkowe mogły pokryć koszt rozwoju terapii.
[1] The Quarterly Rx: Q2 2025 U.S. Biopharma Recap
[2] https://endpoints.news/as-gene-editing-tools-multiply-the-hunt-for-the-final-technology-continues/
[3] https://www.precisionformedicine.com/blog/clinical-trial-trends-gene-therapy
[4] https://innovativegenomics.org/news/first-patient-treated-with-on-demand-crispr-therapy/